Kot Karima i obrazki
Bajka o kapciuszku
Bractwo Srebrnej Łyżeczki
Dom ośmiu tajemnic
Księżniczka Koronka i książę Hafcik
Moje nie moje
Niezwykła wędrówka ślimaka Lazura
O czym szumią muszle
Za ósmą górą
Zielony wędrowiec
Omówienia ogólne



KOT KARIMA I OBRAZKI - Biblioteczka Malucha

Autor: Karolina Mucha

Rano – kubek, herbata, placek. I patrzenie przez druty. Za drutami – droga.
Za drutami – nadzieja. Po tej stronie drutów czekanie. I deszcz. Mży, kropi, siąpi. Dzień, noc, dzień, noc. Który to już dzień, która to już noc? Postrzępione namioty, mokre materace, szare koce. Błotko, błoto, błocko. Czy słowami można malować obrazy? Czasami – trzeba. Gdy do powiedzenia jest zbyt wiele. Gdy to, co trzeba przekazać, ma tak dużo warstw i znaczeń. Kiedy próbuje się trudne tematy przedstawić z dziecięcej perspektywy.

Kot Karima i obrazki to kolejna publikacja znakomicie wpisująca się w cykl Wojny dorosłych – historie dzieci. Ale równocześnie książka Liliany Bardijewskiej wyróżnia się na tle całej serii: stylem, grafiką, postacią głównego bohatera.
Tym razem na plan pierwszy wydaje się wysuwać nie dziecko, lecz kot.
Ponieważ jednak w czasie długiej drogi z Syrii do Polski Biss i Karim byli nierozłączni, ich doświadczenia są podobne. Dzięki temu Biss rozumie każdy z siedmiu obrazków namalowanych przez chłopca i potrafi kolejne malunki nie tylko uchronić przed zniszczeniem, ale także zinterpretować. On wie, dlaczego na obrazku był dom i nie było domu. Było niebo i nie było nieba. Był Biss i nie było Bissa... W kocich opowieściach właściwie nie ma pytań o przyczyny. Nie ma buntu i złości. Ale im bardziej drobiazgowe, konkretne, niemal „suche” są te relacje, tym większe wywołują wrażenie. Za pomocą prostych, krótkich i rytmicznych zdań przenoszą czytelnika wprost z wygodnego fotela na kolebiącą się łódkę pełną pomarańczowych kamizelek (bo nie wszyscy umieją pływać, a pomarańczowe kamizelki wszystkie umieją). Albo do obozu, oddzielonego od nadziei drutami. Albo do zatłoczonej ciężarówki, gdzie powietrze jest gęste, spocone, gorące.
A przecież obrazki Karima i historie Bissa nie epatują rozgoryczeniem.
Skrywają raczej smutek i bolesne wspomnienia. A nade wszystko – nadzieję na przyszłość. Może dlatego odmieniają początkowo niechętne i zamknięte serca? Ważkość poruszanego tematu, znakomita kompozycja, wyjątkowy styl, zabawni bohaterowie o onomatopeicznych imionach (mucha Klucha, mysz Akysz, chomik Migmig, kotka Psotka, osa Hossa) czynią Kota Karima książką niezwykłą.
Z wrażliwością i delikatnością autorka ofiaruje prostą opowieść zrozumiałą nawet dla bardzo młodego czytelnika, zaś głębszą warstwą porusza nawet dorosłego. Bo kto z nas po utracie domu, bezpieczeństwa, po katorżniczej ucieczce, chciałby usłyszeć: tutaj trzeba być tutejszym! Fruwaj stąd! Albo zmiataj stąd, przybłędo! Albo sio stąd! Jesteś tu obcy!
Kto z nas wysłucha, nim wyda wyrok?

 



BAJKA  O  KAPCIUSZKU

Danuta Świerczyńska-Jelonek

WYOBRAŹCIE  SOBIE...

(...)„Bajka o kapciuszku, czyli jak to z wdzięcznością było” wprowadza nas w świat baśni i poezji, przywołuje postać Kopciuszka, taniec igły z nitką z wiersza Brzechwy, motyw bajkowej solidarności malutkich i samotnych. „Będzie to bajka o tym, że wszystko dobre, co się dobrze kończy, i nie wszystko złe, co się źle zaczyna” - zapewnia autorka. Zrobiony na drutach wełniany kapciuszek „bielutki, malutki i tylko jeden”, by przydać się królewnie - Kopciuszkowi oczywiście - „musi znaleźć swój początek, a wtedy będzie szczęśliwy”. Rusza więc w świat, by poszukać zarówno tego początku, jak i braciszka bliźniaka, bo królewnie niezbędne są przecież dwa paputki. Spotyka „bardzo malutkich i bardzo samotnych”, którzy potrzebują pomocy, ale ani ptasia rodzinka, dla której stał się gniazdkiem, ani chomik, któremu pomógł zgromadzić zimowe zapasy, nie odpłacają mu zainteresowaniem. „Nie ma wdzięczności w tej bajce” - wzdycha kapciuszek. Trudny czas zimy spędził kapciuszek z boćkiem filozofem, co jedynie przez zamyślenie nie odleciał do ciepłych krajów. I bociek wskazał kapciuszkowi jego początek, białą owieczkę pasącą się na pobliskim pagórku. Ale od kłębka włóczki do kapciuszka z czerwonym kwiatkiem jeszcze droga daleka. Przyszli więc z pomocą ci, którym tyle dobroci okazał wcześniej. Pomogła również makówka, choć okazanej jej złości kapciuszek bardzo się wstydził.
„Bajka...” Liliany Bardijewskiej mówi bardzo prosto o sprawach fundamentalnych dla dobrego współdziałania, o przyjaźni i lojalności, pragnieniu służenia innym i niełatwej potrzebie odwzajemniania za dobro i pomoc. Ta proza utkana jest melodyjnymi wierszykami prezentującymi głównych bohaterów i ich działania. Warsztat dramaturga owocuje w tekstach Liliany Bardijewskiej dynamicznym tokiem narracji, żywym naturalnym dialogiem i ciepłymi kreacjami bohaterów, którzy zawsze mają światu wiele do zaofiarowania. Niewątpliwie Bardijewska lubi stworzone przez siebie postaci, zajmuje się więc nimi mądrze i troskliwie, a efekt takiej pracy urzeka i dzieci, i dorosłych. Ilustracje Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej dodają uroku „Bajce o kapciuszku”; dobrze wkomponowane w tekst, pomysłowo wykorzystują motyw kłębka, wysnuwającej się z niego nitki oraz włóczkowych dzierganek. A te najpiękniejsze przypominają secesyjne witraże roślinne i zwierzęce, ogląda się je z uznaniem dla kunsztu ilustratorki.

Nowe Książki, 2008/8




BRACTWO  SREBRNEJ  ŁYŻECZKI
      
Dorota Koman
PO  DRUGIEJ STRONIE JAJKA
 
Wszędzie można przeżyć niezwykłą przygodę - i nad oceanem, i nad książką, i nad talerzem” - mówi Liliana Bardijewska na stronie z autografem swojej najnowszej książki  „Bractwo Srebrnej Łyżeczki”. I zabiera nas w świat przygód swojej niezwykłej wyobraźni. Po przesympatycznym „Ratatuju” ( i towarzyszących mu postaciach - m.in. mojej ulubionej Hmm) oraz „Zielonym Wędrowcu”, bohaterze mądrej „ książki  drogi” dla najmłodszych, tym razem Autorka powołała do życia Kajtka, z którym utożsamić może się niejeden mały, całkiem realny, a nie literacki bohater. Bowiem Kajtek to chłopiec, który bardzo, ale to bardzo nie lubi jeść. Zjedzenie zupy mlecznej czy szpinaku wymaga od niego nie lada bohaterstwa. Jednak Liliana Bardijewska nie byłaby tak dobrą pisarką, jaką jest, gdyby ten nie do zmordowania „przepastnie głęboki” talerz nie był tylko pretekstem do wielkiej przygody małego bohatera.
O ile w wierszu Wisławy Szymborskiej „Chwila w Troi” małe, chude dziewczynki znad talerza „porywane zostają do Troi” (by przeistoczyć się w piękne Heleny), o tyle na bajkowego Kajtka czeka Bractwo Srebrnej Łyżeczki. W ostatni dzień wakacji wprost znad talerza z nieszczęsną zupą mleczną (pełną kożuchów, to jasne), znad kieliszka z jajkiem, Kajtek przechodzi na drugą stronę jajka. Stara się odzyskać babciną solniczkę, porwaną znienacka przez nieznaną, z jajka wyłaniającą się rękę - właśnie w srebrną łyżeczkę uzbrojoną. Tak zaczyna się opowieść o niesamowitych przygodach Kajtka. Wraz z nim w porach jedzenia przenosić się będziemy w świat wuja Skleja, Smaka, Stłuczlandii (położonej nieopodal królestwa zaborczych Zbierów) czy w krainę Bajlandii. Będziemy chodzić Aleją Wielkich Witryn czy skromniejszą uliczką Małych Witrynek, skręcać w Bulwar Wielkich Kandelabrów, mijać Plac Olśniewającej Iluminacji, by wyjść na gościniec Kruchych Luster...
A to dopiero początek niezwykłych podróży, albowiem, jak mówi o sobie Liliana Bardijewska, najbardziej lubi ona „wędrować piórem po białej kartce papieru”, a nam, czytelnikom, udaje się wraz z nią wyruszyć w tę podróż śladami liter.
Jak wygląda królestwo Niam-Niama XIII? Jaki kształt ma nos Niucha? Jak wygląda Żelazna Wioska? - ta od szpinaku, oczywiście. Liliana Bardijewska  dowcipnym, kształtowanym na najlepszych bajkach językiem opowiedziała, jak małym i - co tu ukrywać - trochę tchórzliwym chłopcom udało się pomóc bardzo wielu osobom, jak zdołali umknąć z Doliny Niespełnionych Życzeń, jak w końcu pokonane (cudem !!!) zostały te nieszczęsne talerze. Autorka nie kryje, że sama była niejadkiem, uciekającym w marzenia znad , dajmy na to, barszczu ukraińskiego - „najbardziej zatłoczonej zupy”. Zadedykowała swą opowieść Rodzicom, to jeszcze jeden drobny trop wskazujący na to, iż jest jedną z Dam Bractwa.
Rycerze i Damy Bractwa Srebrnej Łyżeczki wiedzą na pewno, do jakich światów przychodzi im uciekać w czasie niekończących się minut, gdy ze stołu nie chce zniknąć ani „brykający rosół”, ani „stadko płochliwych gołąbków”. Nie chce? Nie w książce Liliany Bardijewskiej, która zapewnia, że dzięki sile wyobraźni można pokonać nie tylko pełny talerz, ale i własny strach, a przede wszystkim zdobyć przyjaciół - choćby i ze świata, który zaczyna się po drugiej stronie jajka.
Ta ciepła, pełna humoru książka laureatki nagrody IBBY jest dla wszystkich jadków i niejadków, którzy - jak mówi wydawca - „lubią smak przygody.”
Agencja Edytorska „Ezop” na wyprawę w krainę wyobraźni zaprosiła Edwarda Lutczyna, który historię Kajtka przedstawił „Lutczynowo”.
 
gloria 24.pl

^ góra strony




DOM  OŚMIU  TAJEMNIC    

Grzegorz Leszczyński

ZAKORZENIENIE

Młodzi Polacy nie bardzo rozumieją, czym jest ojczyzna i co to patriotyzm: refleksję o tych wartościach automatycznie wiążą z wyzwaniami, jakie niosła ona dla minionych generacji, ale nie dla pokolenia własnego. I tu właśnie jest miejsce dla współczesnej literatury, która bez obco dziś brzmiącej deklaratywności potrafi przełożyć język abstrakcji na język konkretu, wprowadzić małego czytelnika w samo centrum wrażliwości na aksjologiczny wymiar wspólnoty: środowiskowej, lokalnej, rodzinnej, narodowej. Trzeba języka symbolu i zarazem realistycznego konkretu, trzeba tajemnicy i przygody, które będą kusiły nieznanym, utajonym wymiarem codzienności, a jednocześnie delikatnie sugerowały obecność przestrzeni wykraczających poza zwyczajny obszar ludzkich doświadczeń.
Takiego zadania podjęła się Liliana Bardijewska, autorka baśniowych opowieści i nastrojowych utworów scenicznych dla dzieci. Jej „Dom ośmiu tajemnic” doskonale zakotwiczony został w tradycji literackiej, zarazem wykracza poza nią, stanowiąc znakomitą propozycję „czytania świata”, szukania jego ukrytych wymiarów, poetyckiego rozumienia rzeczywistości.
Fabuła książki jest prosta: młodziutki chłopiec wraz z rodzicami przeprowadza się do starej kamienicy, zniszczonej, odrapanej, właściwie odpychającej, ale też niechętnej nowym przybyszom. Kamienica bowiem, podobnie jak otaczające ją domy, jak ulica, przy której stoi, została zantropomorfizowana, obdarzona myślami, uczuciami, wolą. W ten klasyczny, nieco zbanalizowany literacki chwyt wprowadza Bardijewska bardzo oryginalne sensy
Otóż ożywiona kamienica, która zrazu nieufna, stopniowo akceptuje nowych lokatorów i odsłania przed nimi swoje tajemnice, jest tak naprawdę miniaturą małej ojczyzny, figurą „okolicy dzieciństwa”, by zastosować sformułowanie Jerzego Cieślikowskiego. Oswajanie ma charakter obustronny: chłopiec, który przybywa do nowego miejsca, sam musi odnaleźć w nim siebie, ale też - niczym w magicznym, baśniowym świecie - pozyskać akceptację swojej okolicy, swoich miejsc, które, jak chciał tego romantyzm, zawsze są czującą, żywą cząstką Wszechświata.
Dom odsłania więc starannie skrywane tajemnice, a że jest stary, są to tajemnice związane z odleglejszą przeszłością. Chłopak rozpoznaje znaki tej przeszłości, przemierza piwnice, słyszy dziwne szumy, skrzypy i głosy, które kierują jego uwagę na zagadkowego ducha, odkrywa nieznane przejścia. Przygoda trwa jednak krótko, niepodobna wiecznie żyć w Nibylandii: opodal budowane są nowe domy i bogate osiedla. Stara kamienica, początkowo skazana na unicestwienie, teraz, za sprawą chłopca i jego ojca, stanowić będzie część zabytkowej okolicy dumnie nazwanej „starówką”. Tu, gdzie teraz mieszkają „Dorosły, Dorosła, Chłopak”, powstanie galeria przeznaczona na wystawę obrazów.
To piękna przyszłość, ale trzeba porzucić dom, do którego chłopak tak niechętnie się wprowadzał. Scenę wyprowadzki Bardijewska ledwo szkicuje, pozbawia sentymentalnych czułostkowości, nie pozwala bohaterowi na eksplozję uczuć. Cały ten moment utworu musi sobie czytelnik sam rozbudować, sam wyobrazić przeżycia chłopca, jego wyprowadzkę do nowego miejsca, zagospodarowanie nowej przestrzeni, jego wspomnienia.
         Opowiedziana przez Lilianę Bardijewską historia skłania do wielu refleksji. Z jednej strony jest to opowieść o  zakorzenieniu, o małej ojczyźnie, z  którą człowiek się wiąże i którą - bywa, że nawet w bardzo młodym wieki - kiedyś musi porzucić, ale która pozostaje ważnym składnikiem ludzkiej kondycji. Do to nie tylko miejsce pięknych snów i niepięknej, bo żmudnej codzienności, to cząstka podmiotowego „ja”, kawałek oswojonego świata, który na zawsze już pozostanie własny.
Jest to też, w pokładach dostępnych bardziej doświadczonemu odbiory, przypowieść o życiu, o świecie, na który - jak mówił Prus - zostajemy powołani bez pytania o naszą zgodę i zabrani wbrew naszej woli. Chłopak odkrywa fascynujące tajemnice miejsca, z którym się stopniowo wiąże, które zaczyna kochać, a opuszczając starą kamienicę, w ukrytej w schodach szkatułce umieszcza swoje zdjęcie, obok szeregu fotografii poprzednich mieszkańców. Wkłada jeszcze własny dziennik, ślad myśli i przeżyć, zostawiony może komuś z potomnych, a może - rzucony w czeluści nicości. Tyle po nas zostaje: fotografia i zapisane słowo. Pewnie w jakimś sensie ktoś, kto czyta nasze myśli i patrzy na nasze fotografie, powołuje nas na krótką chwilę do życia. To chyba jedyna pociecha odchodzących.
Bywa, że niewielkich rozmiarów książki dziecięce niosą ważne treści, wywołują niepokój, skłaniają do refleksji, a już na pewno pozostawiają w świadomości odbiorcy obrazy, które zapadają w pamięć, i pytania, które nie dają spokoju. Bardijewska celuje w takim właśnie, pełnym subtelności i radości życia dialogu z odbiorcą. Wystarczy przywołać słynne „Moje -nie moje”, piękną opowieść o znalezionym w lesie tajemniczym, niczyim jaju, o której ktoś z czytelników na forum internetowym napisał: „Bajka dla dzieci od lat czterech, chociaż myślę, że tym powyżej trzydziestu pięciu potrzebna jeszcze bardziej”.
Takie właśnie jest pisarstwo Liliany Bardijewskiej. Kameralne, skupione, przemyślane, dopracowane literacko w każdym szczególe. Bardzo współczesne i bardzo potrzebne. I - cokolwiek rozumiemy pod tym pojęciem - mądre.

Nowe Książki,  2006/9

^ góra strony




KSIĘŻNICZKA  KORONKA  I KSIĄŻĘ  HAFCIK

Portal KSIĘGOGRÓD

Z takimi „materiałowymi” ilustracjami spotkałam się pierwszy raz u Elżbiey Wasiuczyńskiej. Widziałam nawet „na żywo” jej wyszywane prace do „Mojego pierwszego alfabetu” na wystawie w bibliotece. Potem zobaczyłam prace Ewy Kozyry –Pawlak i zakochałam w nich, choć to już oczywisty bieg rzeczy. Dlatego nie mogłam nie kupić Oli tej przepięknej książeczki, choć po części kupiłam ją do tak naprawdę wspólnych zbiorów. J
Zastanawiam się jak powstało to wydawnictwo. Czy to Liliana Bardijewska zainspirowała się twórczością Kozyry-Pawlak i postanowiła zakląć w słowa te cudne koronkowe światy, czy to ilustratorka odnalazła swój świat wśród dwóch bajkowych królestw – Koronek i Haftów?  Na pewno jeden pomysł pociągnął drugi, bo treść książki i „materia” ilustracji splatają się w niezwykły, oryginalny, niepowtarzalny  i tak nierozerwalny sposób, że czynią tę książkę naprawdę wyjątkową. Ale od początku. Ta cudowna autorska baśń opowiada o dwóch walczących ze sobą królestwach. Ich losy splatają wreszcie ze sobą zakochani w sobie potomkowie władców. Historia tyleż baśniowa, co bardzo typowa. Ale za to JAK napisana. Przeczytajcie początek historii:
Dawno, dawno temu, a nawet jeszcze dawniej, na północ od południa rozciągało się Królestwo Koronek, białe bielutkie, zimne zimniutkie. Królowała w nim królowa Bielissima, calutka cała bielutka biała.
Zaś na południe od północy ciągnęło się wzdłuż i wszerz Królestwo Haftów, ciepłe, cieplutkie, barwne barwniutkie. A królowała  nim królowa Bawrinessa, cała barwniutka, barwna calutka.
No i jak? Czujecie, widzicie? Cała ta baśń jest tak napisana, oddziałuje na zmysł wzroku, dotyku. To językowy majstersztyk, proza pełna wewnętrznych rytmów, powtórzeń, paralelizmów. Ja uwielbiam paralelizmy – zarówno w świecie przedstawionym jak i w konstrukcji tekstu. Uwielbiam tak skrojone teksty – określenie „skrojone” nabiera tu nowego znaczenia J
Materiałowo-dziergane ilustracje również pełne są „graficznych” paralelizmów. Po prostu znakomite. Brakuje mi słów na urodę tej książki, na wirtuozerię słowa i obrazu.
Oleńka dostała ją ode mnie na dzień dziecka. Z życzeniami, aby otaczała się tylko pięknymi książkami. Takimi jak ta.

^ góra strony



 MOJE - NIE  MOJE
      

Zofia Ożóg-Winiarska
TAJEMNICZE  JAJO

W Agencji Edytorskiej „Ezop” ukazała się kolejna książka Liliany Bardijewskiej, „Moje - nie moje”, pięknie zilustrowana przez Krystynę Lipkę - Sztarbałło. Warto przypomnieć, że zarówno jej Autorka, jak i Ilustratorka są laureatkami nagród IBBY Książka Roku 2001.
Treść opowieści „Moje - nie moje” jest intrygująca, bo oto na leśnej polanie pojawia się dziwne jajo, „całe gładziutkie, złociutkie i w srebrzyste kwiatuszki”, co wzbudziło powszechne zainteresowanie wszystkich mieszkańców lasu, którzy zapragnęli mieć owe piękne i tajemnicze i piękne jajo tylko dla siebie. Ale kiedy skorupka pękła i z jaja „wygramolił się brzydki , bury malec”, zwierzęta ujrzawszy go, czym prędzej uciekły. Jedynie kangur zaopiekował się owym „krzywonogiem”.
Rzecz cała w swym fabularnym zarysie tworzy swoisty mit kosmogoniczny, opowieść o początku, a raczej o nieznanym początku istnienia. W zwierzęco-przyrodniczą realność wkracza poetycki pejzaż „polany”, naturalnego placu pośród przyrodniczego ustronia, na której, niczym na antycznej agorze, wzorem zróżnicowanej, aczkolwiek zróżnicowanej społeczności gromadzą się i radzą różne zwierzęta, dzikie i domowe, żyjące zresztą według naukowej wiedzy w różnych częściach świata i w odmiennych środowiskach. „Polanka” jest w tej bajce całym światem, a to, co się tutaj wydarzyło, jest wielkim kosmicznym wydarzeniem i faktem stanowiącym jego prawo. To, co odróżnia bajkę Liliany Bardijewskiej od tradycyjnego zwierzęcego apologu, to właśnie poetycki i filozoficzny wymiar przedstawionego świata, jego centralny problem estetyczno-etyczny, tajemniczego pochodzenia i przeznaczenia życia „konkretnego”, rzeczywistego osobnika, choć „odmieńca”. Niczym w świecie science fiction albo w genetycznych spekulacjach, na „polance” pojawiło się to „coś”, właśnie jajo. Gdy było piękne i gdy nieznana była jego zawartość wszystkie zwierzęta chciały je mieć, wszystkie zgłaszały doń swoje pretensje. Gdy wykluło się z niego „coś”, jakiś dziwak, ni ptak -ni zwierzę, wszyscy szybko się od niego odsunęli. A szkoda, bo przyszło im później pożałować, gdy ów „odmieniec” począł czarować las, niczym Orfeusz cudowną muzyką, że „od świtu z całego lasu zlatywały się nawet kwiaty, żeby posłuchać niezwykłego śpiewaka”. Teraz każdy mieszkaniec lasu chciał go mieć jak najbliżej, ale to niestety nie było już możliwe.
Z książki Liliany Bardijewskiej „Moje - nie moje” płynie niełatwa nauka. Bo, czy warto kierować się stereotypami, czy „wszyscy” zawsze mają rację, czy piękno musi mieć mój własny nos, czy to, co wyjątkowe powinno być tylko moje, czy wszyscy muszą być jednakowi, aby byli szczęśliwi? - to tylko niektóre pytania podpowiadane przez Lilianę Bardijewską. Prosta historia została opowiedziana z poetyckim urokiem, przy tym  sugestywnie i stylowo namalowana oraz wzbogacona kolorem. Działa estetycznie i uczuciowo. Myśli zawarte w tej książce  sprawiają, że z przyjemnością po nią sięgamy.

Guliwer, 2004/4

^ góra strony

NIEZWYKŁA  WĘDRÓWKA  ŚLIMAKA LAZURA

Danuta Świerczyńska-Jelonek
WYOBRAŹCIE   SOBIE ...          

Dziecięca literatura wyobraźni: najpierw o nowościach z górnej półki. Różne pomysły, każdy wysokiej literackiej próby. Książki starannie wydane, w eleganckiej stonowanej kolorystyce. Bohaterowie tych utworów posługują się fantazją, by ożywić wyobraźnię małych czytelników, zachęcić do odkrywania, dociekania, pytania... (...)
Obie zdjęte z najwyższej półki literatury dziecięcej książki Liliany Bardijewskiej są baśniami. „Niezwykła wędrówka Ślimaka Lazura” to kontynuacja bardzo udanej opowieści o tolerancji i podróży, która wzbogaca i przemienia („Zielony Wędrowiec”, I wyd. „Ezop”, 2000, il. Adam Kilian. II wyd. 2008, il. Katarzyna Czerner - Wieczorek). Tym razem Ślimak Lazur udaje się na poszukiwanie zgubionej gdzieś środy, odbywa więc podróż w czasie, a niekiedy „pod czas”. Rzeka mówi do Lazura: „Czas lubi, żeby o nim mówić, (...) żeby się o niego troszczyć. Płynie wtedy wolniej, potrafi się nawet zatrzymać...”. Problem Ślimaka Lazura dotyka dziecięcego poczucia czasu, który małym niewątpliwie upływa wolniej niż dorosłym. Pokazuje również wartość własnego czasu ofiarowanego przyjaciołom. Dzieci dzisiaj wiedzą, że to podarunek odświętny, wręcz luksusowy, że czas poświęcany im na przykład codziennie przez tatę to zaledwie minuty. Tekst bardzo pięknie napisany, dynamiczny i plastyczny: lazur, biel, cynober, złoty, cytrynowy, zielony, karminowy... Mieni się barwami, aż przychodzi ochota malować. Zaintrygować może spotkanie w czasie Ślimaka Lazura z samym sobą, a także zagadka zniknięcia środy - jej rozwiązanie autorka pozostawia uważnym czytelnikom. W opowieść wplecione zostały różne „nieskomplikowane piosenki” zgrabnie rytmizujące tę prozę. Ilustratorka Katarzyna Czerner-Wieczorek dobrze sobie poradziła: strona graficzna książki o Ślimaku Lazurze gra kolorami i fantazją.
„Bajka o kapciuszku, czyli jak to z wdzięcznością było” wprowadza nas w świat baśni i poezji, przywołuje postać Kopciuszka, taniec igły z nitką z wiersza Brzechwy, motyw bajkowej solidarności malutkich i samotnych. „Będzie to bajka o tym, że wszystko dobre, co się dobrze kończy, i nie wszystko złe, co się źle zaczyna” - zapewnia autorka. Zrobiony na drutach wełniany kapciuszek „bielutki, malutki i tylko jeden”, by przydać się królewnie - Kopciuszkowi oczywiście - „musi znaleźć swój początek, a wtedy będzie szczęśliwy”. Rusza więc w świat, by poszukać zarówno tego początku, jak i braciszka bliźniaka, bo królewnie niezbędne są przecież dwa paputki. Spotyka „bardzo malutkich i bardzo samotnych”, którzy potrzebują pomocy, ale ani ptasia rodzinka, dla której stał się gniazdkiem, ani chomik, któremu pomógł zgromadzić zimowe zapasy, nie odpłacają mu zainteresowaniem. „Nie ma wdzięczności w tej bajce” - wzdycha kapciuszek. Trudny czas zimy spędził kapciuszek z boćkiem filozofem, co jedynie przez zamyślenie nie odleciał do ciepłych krajów. I bociek wskazał kapciuszkowi jego początek, białą owieczkę pasącą się na pobliskim pagórku. Ale od kłębka włóczki do kapciuszka z czerwonym kwiatkiem jeszcze droga daleka. Przyszli więc z pomocą ci, którym tyle dobroci okazał wcześniej. Pomogła również makówka, choć okazanej jej złości kapciuszek bardzo się wstydził.
„Bajka...” Liliany Bardijewskiej mówi bardzo prosto o sprawach fundamentalnych dla dobrego współdziałania, o przyjaźni i lojalności, pragnieniu służenia innym i niełatwej potrzebie odwzajemniania za dobro i pomoc. Ta proza utkana jest melodyjnymi wierszykami prezentującymi głównych bohaterów i ich działania. Warsztat dramaturga owocuje w tekstach Liliany Bardijewskiej dynamicznym tokiem narracji, żywym naturalnym dialogiem i ciepłymi kreacjami bohaterów, którzy zawsze mają światu wiele do zaofiarowania. Niewątpliwie Bardijewska lubi stworzone przez siebie postaci, zajmuje się więc nimi mądrze i troskliwie, a efekt takiej pracy urzeka i dzieci, i dorosłych. Ilustracje Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej dodają uroku „Bajce o kapciuszku”; dobrze wkomponowane w tekst, pomysłowo wykorzystują motyw kłębka, wysnuwającej się z niego nitki oraz włóczkowych dzierganek. A te najpiękniejsze przypominają secesyjne witraże roślinne i zwierzęce, ogląda się je z uznaniem dla kunsztu ilustratorki.

Nowe Książki, 2008/8      

^ góra strony

 

O CZYM SZUMIĄ MUSZLE

Dorota Koman
HOMAR OMAR I INNI

Księżniczka Idalka, córka Króla Neptuna, władcy Podmorza, ma wciąż podkrążone oczy. Ochmistrzyni Ostryga Fryga nie pozwala je ślęczeć po nocach nad książkami, a jednak księżniczka wymyka się i czyta w świetle latarni, w której piękny przystojny latarnik też... czyta. I tak rodzi się ich miłość – ze wspólnej pasji.To tylko jedna z historii, jaką można wyłuskać z opowieści Liliany Bardijewskiej „O czym szumią muszle”, bo – jak pisze Autorka – „w każdej muszli zamknięte jest morze i piękna podmorska opowieść. Wystarczy się w nią wsłuchać” – jak w historię zabieganego Kraba Szkrabka (i jego nadspodziewanej odwagi). A każda muszla szumi piękną bogatą polszczyzną Bardijewskiej – dowcipnymi nazwami, mistrzowskimi skojarzeniami – i zaprasza do zabawy (nie tylko językowej, skoro bawić się można nawet oryginalną numeracją rozdziałów). Autorka namawia czytelników, by sami dokończyli wątki, a nawet – wraz z bohaterami – poczekali na prawdziwie szczęśliwe zakończenie. Bo choć Idalka z latarnikiem „trzymali się [...] za ręce, czytali książki przy świetle latarni i patrzyli w gwiazdy”, to jednak byli samotni – cudowne Podmorze odeszło... Na szczęście „po Wielkim Odpływie musi nastąpić Wielki Przypływ”, więc warto czekać.Wielu opowiada bajki, ale wielkich bajarzy – takich jak Bardijewska – na palcach można zliczyć. Tworzy ona niezwykle barwne, wręcz teatralne postaci, plastyczne opisy i żywe – to dramatyczne, to znów komediowe (niezapomniany mdlejący Lord Sztokfisz) – sceny. Cieszy więc wyróżnienie książki w konkursie IBBY Książka Roku 2014.Jedyne, czego zabrakło, to rzetelne opracowanie redakcyjne. Bo choć mówi się, że nie ma książek bez literówek, to gdy czytamy, że „dwór spokojnie chłoną (sic!) sztukę kulinarną”, to już tylko krok dzieli nas od ulubionej przez niektórych polityków formy „chłono”. Błędy interpunkcyjne i w przenoszeniu wyrazów, pojedyncze wersy na dole strony... Szkoda, bo perły (które też znajdą czytelnicy wśród barwnych mieszkańców Podmorza) zasługują na szlachetną oprawę. A książki dla dzieci wymagają wyjątkowej staranności.

Nowe Książki, 1/2015

^ góra strony



ZA  ÓSMĄ  GÓRĄ

Jerzy Rochowiak
  
POSŁOWIE DO TOMU

Gdyby adresowane do dzieci i młodzieży sztuki sceniczne Liliany Bardijewskiej porównać do człowieka, trzeba by powiedzieć, że ma on ujmującą powierzchowność, ciekawe i bogate wnętrze, wyróżnia się spośród innych szlachetną urodą. Mówi tak, że chce się go słuchać. Wprawdzie nie szafuje nadmiernie słowami, jednak potrafi wiele powiedzieć i wielu przekonać do swoich racji. Borykając się z różnymi problemami, znajduje ład i harmonię. Uśmiecha się do rzeczywistości, a ona odwzajemnia się tym samym. Można by też powiedzieć, że jest poetą, łagodnie usposobionym i skorym do żartów, nierzadko prawdziwie zabawnych, jak to bywa z żartami osób błyskotliwie inteligentnych. To ktoś, z kim chce się przebywać, bo jest mądry i dobry.
Czy takie są również postacie ze sztuk Liliany Bardijewskiej? Niektóre owszem, takie są, ale przecież w utworze dramatycznym niezbędny jest konflikt. Dlatego w dramatach, które autorka adresuje do dzieci i młodzieży pojawiają się i postacie inne, przeciwstawne, wprowadzające niepokój, zakłócające porządek, sprawiające, że bieg zdarzeń jest zaskakujący, że tworzą się zaskakujące napięcia. Upraszczając, można powiedzieć, że w świecie, który przedstawia Liliana Bardijewska, czasem zło przeciwstawia się dobru. Częściej jednak to świat, w którym bohaterowie sztuk autorki „Złodzieja snów” wypełniają swój los, ma jakąś skazę i to ona jest przyczyną ich perypetii. Jakkolwiek by było, zawsze wszystko dobrze się kończy, albo przynajmniej kończy się nadzieją, że będzie dobrze. Świat nie zawsze jest taki, jakim chcielibyśmy go widzieć - mówi nam pisarka - i nawet, jeśli nie udaje się nam go zmienić, to możemy zmienić siebie, aby być razem i dostrzegać nie swoje myśli o świecie, lecz to, na co patrzymy.
Sztuki Liliany Bardijewskiej mają w sobie paradoks: jest w nich napięcie dramatyczne, są konflikty, zwroty akcji, ale jest w nich także cudowna łagodność, która sprawia, że trzeba je określić jako poetyckie. Także dlatego, że niezwykła jest wyobraźnia autorki „Za ósmą górą”. Postacie, miejsca, zdarzenia są niezwykłe, fantastyczne, nawet jeśli bylibyśmy skłonni uznać, że autorka zobaczyła je gdzieś w pobliżu...
Niemal każdą  z publikowanych tu sztuk przenika ciepły humor. Liliana Bardijewska uśmiecha się: nigdy się nie wyśmiewa ze swych bohaterów. Jest dowcipna, zbliża się do satyry bądź groteski. Przerysowuje kształty rzeczywistości, by odsłaniał się prawdziwy wizerunek ludzi.
Te sztuki są zabawne, są zabawą, która uczy. Czego? Przede wszystkim umiejętności różnienia się, tolerancji. Te sztuki pokazują też jaką moc mają marzenia. Bez nich nasz świat byłby nijaki, a my dreptalibyśmy w miejscu, nie potrafiąc cieszyć się tym, co mamy  - rzeczywistością. Aby ją prawdziwie przeżywać, trzeba otwartości, również na drugiego człowieka. Tak można odczytać przesłanie, które niosą sztuki Liliany Bardijewskiej.
Te sztuki urzekają nieskazitelnym pięknem polszczyzny i doskonałym wyczuciem (słuchem) językowym autorki, ujawniającym się w subtelnych stylizacjach, zarówno na staropolszczyznę czy baśniowy archaizm, jak i dzisiejszą mowę młodzieży.
Dramaty Liliany Bardijewskiej ujmują szlachetną prostotą, dzięki której są otwarte na różne konwencje i techniki teatralne. Ich inscenizowanie może okazać się świetną zabawą z wyobraźnią i dialogiem: podczas pracy nad przedstawieniem oraz podczas spotkań z publicznością.
Sztuki Liliany Bardijewskiej były nagradzane i wyróżniane w Ogólnopolskich Konkursach na Sztukę dla Dzieci i Młodzieży organizowanych przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, publikowane w kraju i za granicą, wystawiane w teatrach amatorskich i zawodowych, w Teatrze Telewizji. Nagradzane i prezentowane na antenie radiowej były też jej słuchowiska.

Hanna Baltyn
ZA  ÓSMĄ GÓRĄ   

Toruński OśrodekAnimacji Kultury opublikował dziewięć sztuk teatralnych Liliany Bardijewskiej - także autorki słuchowisk, tłumaczki, wydawcy i krytyka. Taki tom to ewenement, bo owe sztuki dla dzieci i młodzieży wydawało dotąd systematycznie jedynie Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu. W książce znajdziemy sztuki wystawiane w teatrach amatorskich i na doskonałych scenach zawodowych   - w Poznaniu, Bielsku, Białymstoku czy Łodzi. W książce „Za ósmą górą” znajdziemy zarówno bajki, przypowieści, jak i mini musical.
Sztuki te cechuje wysoka kultura literacka, a przy tym lekkość i humor. Mamy więc galerię postaci klasycznych - królów, królowych, księżniczek, książąt, smoków, bajarza, kmieci. Mamy postaci fantastyczne, jak w bajce o krainach kolorów, czyli „Zielonym wędrowcu”, oraz gadające zwierzęta w dowcipnym wariancie bajki o brzydkim kaczątku - „Moje - nie moje”, czy wzruszającej „Bajce o Kapciuszku”. No i sąsiadów z bloku - uzależnioną od mody mamusię, synka uzależnionego od telewizji i nadwrażliwą córeczkę. W tym ostatnim utworze ważny jest element deziluzji, swoistego teatru w teatrze. Rzecz daje do myślenia i kończy się dobrze, podobnie jak w innych bajkach. Mnie najbardziej przypadły do serca sztuki jawnie zabawne, takie jak „Moje - nie moje” o znalezionym w lesie jaju, do którego przyznają się po kolei Sroka, Mrówki, Paw, Żaba. Wróble, Wąż, Kangur i Żółw. Gdy jednak Kukułka - Złodziejka rozbija jajo i wychodzi zeń wybitnej szpetoty Brzydalek, zwierzęta zmykają po kolei wraz ze swoimi dobrymi chęciami. Wszelako inność Brzydalka okaże się w końcu jego największą zaletą i przybrana rodzina będzie dumna - jaki utalentowany, mądry, kochany.
Jerzy Rochowiak, sam autor, adaptator i reżyser licznych tekstów dla dzieci, chwaląc wyobraźnię, dowcip i poetycki talent autorki, tak pisze w posłowiu: „ Te sztuki są zabawne, są zabawą, która uczy. Czego? Przede wszystkim umiejętności różnienia się, tolerancji. Te sztuki pokazują też, jaką moc mają marzenia. Bez nich nasz świat byłby nijaki, a my dreptalibyśmy w miejscu, nie potrafiąc cieszyć się tym, co mamy - rzeczywistością. Aby ją prawdziwie przeżywać, trzeba otwartości, również na drugiego człowieka. Tak można odczytać przesłanie, które niosą sztuki Liliany Bardijewskiej”.
Nowe Książki,  2008/5                             

Magdalena Legendź
ZAGLĄDANIE  ZA  ÓSMĄ  GÓRĘ

„Dobra na świecie aż nadto. I kto by wiedział, że ono dobre, gdyby zła nie było? Z nudów byście pomarli tacy dobrzy?” - mówi złodziej snów, jedna z postaci stworzonych przez Lilianę Bardijewską. I nie sposób się z tym przewrotnym stwierdzeniem nie zgodzić. Wraz z innymi ośmioma sztukami znalazł się „Złodziej snów” w tomie utworów scenicznych „Za ósmą górą i inne sztuki dla dzieci i młodzieży”. Niektóre z nich znane są już dziecięcym czytelnikom. Inne przeszły już próbę sceny z mniejszym, a z reguły większym sukcesem. Szkoda, że nie towarzyszą im zdjęcia ze spektakli w Bielsku-Białej, Białymstoku, Łodzi, Olsztynie i Poznaniu.     
Odwołując się do kultury popularnej i jej bon-motów autorka mija bajki zza siódmej góry i zagląda za ósmą. A tam życie rozsadza schematy i stereotypy. Zaglądając razem z autorką zobaczymy tam swoje wady i zalety, przywary i talenty. W świecie współczesnym klasyczne role społeczne otrzymują nowe wypełnienie, funkcje. Zabawa konwencją bajki, konwencją teatru w teatrze przeplata się z elementami serio. Psychologia i  aksjologia przykrojone są na wymiar percepcji młodego widza. Fantazja i wyobraźnia nie są natomiast skrępowane.
Wnikliwy inscenizator może z tych sztuk wybrać wątki dla starszych i dla najmłodszych dzieci, jeśli tyko odpowiednio rozłoży akcenty. Teksty są gotowymi  scenopisami zawierającymi dodatkowe wskazówki inscenizacyjne. Z drugiej strony zostawiają szerokie możliwości realizatorom. Z pewnością autorka nie obrazi się, jeśli sugerowany teatrzyk cieni zastąpi inna forma sceniczna, równie trafnie oddająca jej intencje. Można bowiem wyobrazić sobie „Moje - nie moje” wystawione na przykład w konwencji współistnienia planu żywego i lalkowego czy też klasycznych marionetek, a można też w wykonaniu dziecięcego teatru amatorskiego. I każde będzie pełnoprawne.
Teksty Bardijewskiej czyta się równie dobrze, jak ogląda w teatrze. W świetle sąsiedztwa nabierają blasku. Między poszczególnymi utworami tomu bez trudu zauważymy połączenia. Choć odmienne pod względem tematu i wykorzystanych środków wyrazu, podejmują w istocie podobną problematykę, zwracając uwagę na potrzebę wzajemnego słuchania i rozumienia, a także tolerancji i akceptacji inności czy odrębności. Lekki, finezyjny ton, subtelny humor, sympatia dla bohaterów, a przede wszystkim mówienie o ważnych sprawach prostym językiem - oto sprawdzony sposób na teatr. Aż cisną się na usta słowa, które Tadeusz Nyczek napisał w „Przekroju” recenzując któryś z tomów najnowszej dramaturgii współczesnej: „Powiecie, że to wariactwo czytać sztuki. Ale skoro tak niewiele z nich można zobaczyć w teatrze?”.

Animator, 2008/2-3. 
 


^ góra strony

 
             
ZIELONY  WĘDROWIEC

Dorota Koman
LILIANA  BARDIJEWSKA  „ZIELONY  WĘDROWIEC”      

Jak opowiedzieć dziecku o doświadczeniu? Jak w proste słowa ubrać żmudną, długą drogę kształtowania charakteru, tworzenia się osobowości? Czy to w ogóle możliwe - zainteresować dziecko takim tematem? Jak wytłumaczyć małemu człowiekowi, że poza jego własnym światem jest tyle światów innych ludzi, a każde spotkanie się tych światów, każda nowa znajomość, przyjaźń, obdarowywanie się - jest tak niezmiernie ważne? Bo każdy nowo poznany świat dodaje nam koloru - jakby powiedziała Liliana Bardijewska, autorka znakomitej, mądrej bajki „Zielony wędrowiec”.
O taką właśnie „kolorową przenośnię” oparty jest pomysł tej bajki. Jej główny bohater - Stworek z szarej Stworii nagle przestaje pasować do jedynej rzeczywistości, do jaką dotychczas znał ... budzi się całkiem zielony. Wraz z tą zielonością (odmiennością) budzi się też w nim przeczucie i potrzeba innych krain - innych kolorów. Potrzeba poznawania i, jak się okazuje w finale, wzbogacenia, ubarwienia własnej rzeczywistości. „Zielony wędrowiec” jest również mądrą przypowieścią dla dorosłych o konieczności odchodzenia z rodzinnej krainy, i to już od najwcześniejszych lat, bo jeśli nie wyruszymy w świat, będziemy jak ten jeżozwierz, który nie wierzy w istnienie jakiegokolwiek innego koloru, poza własnym i gotów jest zaświadczyć, że jego kolor jest jedyny. „Zielony wędrowiec” to także pouczająca bajka dla rodziców. Czy pamiętają Państwo dzień, w którym wasze małe jeszcze dziecko komuś Wam zupełnie obcemu powiedziało „Dzień dobry”? Czy pomyśleliście wówczas, że w jego świecie - najczęściej zupełnie przypadkowo, mimochodem - pojawiają się nowe osoby z innych krain niż ta, którą stworzyliście. Nasze dziecko, jak ten Stworek poznaje (a potem również wybiera) kolejne i kolejne kolory tęczy. Dobrze, gdy nawet w najdalszej krainie tęskni do nas i wraca., barwniejszy o kolory swoich doświadczeń.
A czy umielibyście Państwo - krok po kroku - prześledzić, jak to Waszym życiu przybywa i przybywało kolorów? Ci z Państwa, którzy piszą pamiętniki pewnie mieliby ułatwione zadanie, choć nawet notujący najrzetelniej nie zawsze umieją do końca przewidzieć, który kolor ostatecznie zdominuje ich wędrówkę.
Niezwykłej wyobraźni Liliany Bardijewskiej (czasem jakby z pogranicza jawy i snu... bo chyba tylko wyśnić się może droga powstała z wijącego się, szmaragdowego włosa) pięknych barw dodał Adam Kilian. Mistrz nie tylko zilustrował, ile współutworzył tę książkę. Wspaniale, jak na mistrza przystało...
A dodatkowo wzruszył swoją fotografią z jakże odległych (także w estetyce - stroju, fryzury, a także konwencji fotografowania) czasów. Króciutkie liściki - autogafy, patrzące na nas buzie Lili i Adasia ( nie mniej jak twarze Liliany i Adama) skłaniają do myślenia o krainach, które przemierzyli w czasie dzielącym te fotografie.
Magazyn Literacki Książki 2001/4    
                         

Agnieszka Tyszka
KOLOROWE  WĘDROWANIE

Agencja Edytorska „Ezop” oferuje czytelnikom książkę niezwykłą. Napisała ją Liliana Bardijewska, a zilustrował Adam Kilian. Bohaterem tej pełnej przygód opowieści jest pewien sympatyczny Stworek, mieszkaniec szarej Stworii. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie przestaje mu się podobać rodzinna kraina z jej wszechobecną szarością. I właśnie wtedy Stworek odkrywa, że jego łapki, futerko na brzuchu, skrzydełka, dziób i ogon - jednym słowem wszystko ( a nawet rogi) JEST ZIELONE! „Ta śmieszna zieloność”, której nasz bohater w pierwszym odruchu koniecznie chce się pozbyć, zaczyna go coraz bardziej intrygować. W ostatniej chwili rezygnuje z kąpieli w szarej rzece i zniechęcony widokiem swego szarego odbicia, jakie dostrzega w wodzie, postanawia poszukać zielonej rzeki, która pokaże mu jego prawdziwe, zielone odbicie.
Nastroszony i pozieleniały z przejęcia, raźno wyrusza w długą i nieznaną drogę. Wędruje przez błękitną burzę do spiralnej chatki ślimaka Lazura, odwiedza żółtą grotę Pierzastych Wiatrów i niebezpiecznie upalne królestwo Króla Pąsa w Krainie Czerwieni. Przeżywa niebezpieczną przygodę w Godzinie Białej Mgły i Białego Mrozu, i wreszcie bardzo strudzony dociera  przez Morską Toń nad Zieloną Rzekę, która ukazuje mu jego piękne, zielone oblicze. Rozmowa z Zieloną Rzeką uświadamia Stworkowi ogromną tęsknotę za „domową, ciepłą szarością”.
„ - No, mój przyjacielu - mówi Rzeka. - Zbyt długo tu się zasiedziałeś. Jesteś przecież wędrowcem, a każda wędrówka kończy się tam, skąd wzięła swój początek” I tak dzielny Stworek wyrusza w powrotną drogę ku rodzinnej szarej Stworii, której mieszkańcy bardzo się już o niego niepokoją.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że książka Liliany Bardijewskiej to opowieść magiczna. Utwierdzają mnie w tym przekonaniu dwie małe Czytelniczki, które z upodobaniem „wskakują” w mieniący się kolorami świat, poetycko opisany słowami i jeszcze piękniej namalowany. Słowa stwarzają świat niepowtarzalny, wiodąc czytelnika przez kolejne kolorowe krainy i coraz bardziej wciągając go w pełne niespodzianek wędrowanie, w którym najbardziej liczy się wzajemna przyjaźń i życzliwość. Podczas długiej wędrówki Stworek poznaje różne światy, ale poznaje także siebie samego, istotę swojej szarości. Całą świeżo zdobytą wiedzę w tęczowy sposób przekazuje innym szarym stworzeniom. Sam jest już zupełnie kimś innym niż na początku kolorowej wędrówki.
„Zielony Wędrowiec” to książka inna. Piękna. Przemyślana. Dopracowana pod każdym względem. Słowa, kolory, kształty, plamy, kreski - kłaniają się jedne drugim, by jak najpełniej wrazić sens tej prostej i pełnej uroku opowieści. Zachwyci ona dorosłych właśnie prostotą i mądrością, zachwyci starsze dzieci zaproszeniem do przeżywania przygód. Dla najmłodszych zaś będzie przewodnikiem po bajkowym świecie kolorów - od szarości przez wszystkie odcienie barw tęczy.

Nowe Książki 2008/10

OMÓWIENIA  OGÓLNE

http://leonette.pl/?p=2904

^ góra strony